Odpływ

ruina

Brighton, East Sussex. Na niebie słońce i ani jednej, nawet najmniejszej chmurki. Lepszej okazji do kąpieli w angielskim morzu nie będzie!

Pierwszy etap jest podobny. Wszędzie. Przy zanurzeniu stóp pojawia się pierwszy szok. Drugi przy wejściu do wody po pas. Trzeci to brzuch, potem – ramiona i szyja. I w tym momencie szok powinien ustąpić uldze, bo przecież w powietrzu jest 29 stopni a chłodna woda orzeźwia. Tak jest w wodach Grecji, Hiszpanii, Chorwacji. W Anglii – nieco inaczej… .
Kiedy z morza wystaje już tylko głowa, ciało przeszywają dreszcze. Wtedy najlepszym wyjściem jest się ruszać! Ale i to nie jest takie proste bo ciężko złapać oddech. Po kilku minutach sytuacja jest stabilna, ciało się przyzwyczaja a do mózgu dochodzi informacja, że jest nam w wodzie dobrze.
Problemy pojawiają się jednak gdzie indziej. Przepłynięcie 10 metrów jest bardzo trudne, z uwagi na szybko męczące się ręce. Mięśnie dają się we znaki, jak po dwunastorundowej walce bokserskiej czy spacerze z młodym huskym. Kanał La Manche jest bardzo gęsty.

Po kilku chwilach, zmęczeni, spoglądamy na brzeg, wypatrując koca. Ten jakby się oddalił. To zasługa odpływu, który w ciągu kilku godzin poszerzył plażę w Brighton o parę ładnych metrów. Odpływ przyniósł ze sobą również niespodziankę. Po całodziennym chodzeniu po niewygodnych kamieniach, będące w wodzie stopy poczuły miękki piach… .
Niezwykłe uczucie!

 budynek

parasolki

mewa

plaża

DSCN0231

molo

pałac

Zdjęcia: Marta
Tekst: Julek

Polub nas na Facebooku i bądź na bieżąco!

Dodaj komentarz